Technic, High Lights

/
10 Comments
W świecie makijażowych blogów dużą popularnością cieszy się konkurs u Kosmetycznej Hedonistki zorganizowany we współpracy z Glazel Visage. Najlepsza uczestniczka zostanie ambasadorką tej wyjątkowej marki. Choć wszyscy już wytypowali pewniaka (mnie notabene też zauroczyła praca Ani Chwieralskiej :-)), to generalnie przyznam, iż poziom przedsięwzięcia jest naprawdę wysoki i co najmniej kilka blogerek godnie reprezentowałoby firmę Glazel. Postanowiłam pokazać Wam moją propozycję, ponieważ nie każdy z Was widział ją na fanpage'u. Przy okazji możecie ją podserduszkować na Makeup Geek. :-)

Kosmetyki: cienie z palety Sephora, paleta Astor by Heidi, paletka Pierre Rene Quattro (Blue Sky), eyeliner Rimmel Gel Eyeliner, kajal Hashmi, kredka FM Automatic Eye Pencil (Frozen Grey), rzęsy Donegal, mascara Pierre Rene Hi-Tech, bronzer W7 Honolulu, róż z palety Sephora, rozświetlacz Technic High Lights, konturówka Pierre Rene Lip Matic (02), lakier do ust MIYO Big Bang Gloss (Lady Spy)

Po chwilowej ciszy, wracam do Was też "recenzyjnie". Na ten moment chcę się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami odnośnie rozświetlacza marki Technic kryjącego się pod tendencyjną nazwą High Lights.


Pewnie wiele z Was, widząc ten produkt ma wrażenie, że gdzieś coś takiego widziało... Słusznie, Technic swój rozświetlacz wykonał na wzór i podobieństwo benefitowskiego High Beam. Podobne nazwy, podobne czcionki, identyczne wręcz opakowanie, na dodatek obydwa kosmetyki są w płynie. Niestety, nie miałam jeszcze przyjemności sprawdzić, jak jakościowo mają się do siebie, (ale od razu można powiedzieć, iż dzieli je przepaść cenowa; High Lights kupimy za plus-minus 10 złotych, a za Benefita trzeba dać około 140 złotych), zatem skupię się na faktycznych możliwościach wyrobu angielskiego Technica.


Z nalepki ze spodu opakowania można się dowiedzieć, iż recepturę rozświetlacza opracowano w Wielkiej Brytanii, ale sam produkt wytwarzany jest w Chinach. Identycznie zatem sprawy się mają jak z produktami Sleek. Jakkolwiek nie razi typowo azjatyckim aromatem, pachnie raczej delikatnie pudrowo. Kosmetyk ma posłużyć dwa lata od chwili otwarcia, ale mi się wydaje, że będę go zużywać w nieskończoność. :-) Jest okropnie wydajny! Stosuję go od czerwca, przy wieeeelu makijażach, do pełnego konturowania (szczyty kości policzkowych, środek nosa i pod nosem, broda, środek czoła) a dotąd ubyła znikoma ilość! Na dodatek nie ściera się, charakteryzuje się trwałością.


Małe rozczarowanie wzbudzić może rozcapierzony pędzelek, niewykluczone jednak, że tylko w mojej partii tak się trafiło. Nie odbiera to natomiast ani krzty funkcjonalności rozświetlacza High Lights. I tak z pędzelka nakładam go na wierzch dłoni, a stamtąd palcem aplikuję na wybrane partie twarzy. Naprawdę wystarczy malutka ilość, by wykonturować nim buzię. Niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciu, jak wygląda, gdy jest roztarty, ale uwierzcie - zero brokatu, lecz taki pożądany efekt tafli, "jak z Photoshopa". ;-) Ze względu na jego różowawy odcień ze srebrnymi drobinkami idealnie podpasuje chłodnym typom urody, ale na ciepłych również nie wygląda źle. O cenie już wspomniałam na samym początku - warta grzechu. A dostępność? W Polsce tylko i wyłącznie Internet.


You may also like

10 komentarzy:

  1. efekt tego makijażu jest cudowny :) świetnie pokazałaś ten efekt mokrego oka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękny jest *.* I zgadzam się w konkursie niektóre prace powodują u mnie zbieranie szczeny z podłogi xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrobiłaś to! no nareszcie ktoś się zmierzył z efektem mokrych powiek, no nie powiem bo wyszło Ci to genialnie, podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń