Inglot Freedom System

/
23 Comments
Prawdę mówiąc jeszcze kilka dni temu nie planowałam niczego w związku ze zbliżającym się Halloween. Jakoś nie miałam głowy do szykowania stylizacji na ociekające krwią straszydła. Aż w końcu wpadłam na pomysł wykonania takiej zjawy (ale bez krwi się obyło). Idea rodząca się w mojej głowie nie dawała mi tak spokoju, że stwierdziłam, iż nie zostanę w tyle z tematem z innymi blogami i przedstawię ją Wam. Malowanie sprawiło mi tyle frajdy, że aż zrobiło mi się żal, iż nie będę mieć przyjemności wyjść tak na jakąś wieczorną paradę duchów... Jeśli to, co nabazgrałam na twarzy się Wam spodobało, proszę o serduszka. :-)

Kosmetyki: paleta Sleek Sunset, eyeliner Maybelline Eyestudio Lasting Drama Eyeliner (Intense Black), kajal Hashmi, mascara Oriflame Giordani Gold Volume Delight Mascara, błyszczyk Pierre Rene Chic Gloss (27 - Melody Brown)

Standardowo kontynuję notkę recenzją. Ostatnio mam przyjemność pracować z coraz większą ilością kosmetyków z Inglota. Pokochałam tą markę całym sercem - ciężko mi przejść obojętnie obok ich salonów i wysepek.


W dzisiejszym wpisie poświęcę czas na zaprezentowanie słynnych palet Freedom System. Zachwycają porządnym wykonaniem. Niezwykle solidne, wytrzymałe. Zawierają wszystkie cechy najprościej mówiąc paletek idealnych! Ze względu na kilka wariantów, każda znajdzie coś dla siebie. Pani, która chce mieć w torebce zestaw kilku ulubionych odcieni wybierze trzyelementową czy pięcioelementową paletkę, a wizażyście z pewnością przypadną do gustu tzw. "dziesiątki". Paletki można nakładać jedna na drugą, dzięki mocnym magnesom będą naprawdę dobrze się trzymać, za sprawą czego zyskujemy miejsce (to szczególnie istotny argument dla osoby zajmującej się profesjonalnie makijażem). Upadki i wstrząsy są im niestraszne. Mamy możliwość zakupu pustej paletki, którą wypełniamy dowolnymi wkładami. Kiedy skończy się nam cień (ale też może tu się znaleźć róż, pomadka, itd.), bez problemu wyciągamy zużytek i uzupełniamy kolejnym. Tak więc budować kolorystykę możemy w 100% zgodnie z naszym gustem.

Posiadam jak dotąd dwie paletki: na jeden wkład i na pięć wkładów. Obydwie są "okupowane" przez cienie do powiek, choć "jedynka" według mnie fajnie sprawdzi się do torebki na ulubioną szminkę lub róż. Kosmetyki tak trzymają się swoich miejsc, że można wstrząsać obróconą paletką do góry dnem i nic nie wyleci. Jak nam paletka upadnie, to cienie się nie pokruszą (co niestety np. dzieje się ze Sleekami). Skoro użytkuję cienie, warto wypowiedzieć się też na temat ich jakości. Jak widać - co na mnie nietypowe - królują neutralne, matowe odcienie. Wśród różnokolorowego szaleństwa, którego mnóstwo już nagromadziłam, taki zestaw jest bardzo praktyczny i fajnie się sprawdza jako tło do mocniejszych barw. W pojedynkę sobie mieszka 312, taka ciepła, rozbielona brzoskwinka. W pięciopaku trzymam 391 (czerń), 353 (cielisty beż, idealny do rozświetlania), 349 (szary brąz), 337 (ciepły brąz pod tytułem "mleczna czekolada"), 329 (ciemny brąz typu "gorzka czekolada"). Nie osypują się, co jest ogromnym, ogromnym plusem. Pigmentacja również bardzo zadowalająca, co prezentuję poniżej bez użycia jakiejkolwiek bazy. Dowodem na ich wydajność jest fakt, iż 329 używałam raz do pomalowania całej twarzy i szyi, a zaobserwowałam znikome zużycie. Podobnie sprawy się mają z 353 - używam do niemalże każdego makijażu od dwóch miesięcy, tu również nie widać ubytku.


Jak powszechnie wiadomo, Inglot to doskonała jakość za stosunkowo niską cenę. Wkłady oscylują w cenie kilkunastu złotych za sztukę, trochę więcej trzeba natomiast zapłacić za pustą paletkę, ale to jednorazowy wydatek, który posłuży lata. Sama na pewno będę gromadzić te inglotowskie cudeńka, ponieważ są warte każdej złotówki! 


You may also like

23 komentarze:

  1. kocham kosmetyki inglot i moja mama jak przychodze z zakupow czesto pyta "co ciekawego w inglocie bylo?" ;)

    makijaz swietny na halloween!

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo lubię cienie z inglota :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Makijaż super , a co do inglota to masz rację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Makijaż bardzo udany, fajnie, że nie ograniczyłaś się tylko do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo łądny makijaz...widziałam już na Fb :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jestes mistrzem w tej dziedzinie;o

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej podoba mi się drugie zdjęcie!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. wow ! niesamowite, masz talent <3
    bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyglądasz jakby Cię ktoś pobił :) super

    OdpowiedzUsuń
  10. jeszcze welon i będzie "Upiorna Panna Młoda" ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały makijaż i przepiękna gra światłocieniem!!!!! Obojczyk cudnie wycieniowany! Ależ talent!!! Jestem pod ogromnym wrażeniem!!!
    Na Ingloty czaję się już od jakiegoś czasu, bo od lat nic od nich nie miałam, a zawsze lubiłam ich cienie. Cudna ra Twoja paletka. A zdradzisz cenę pustej palety?

    p.s.
    Z przyjemnością dołączam do obserwatorów Twojego bloga.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie CI to wyszło, choć lepiej byłoby napisać - strasznie, ze względu na rodzaj stylizacji :) A Ingloty to moje serduszka kochane od daaawna :) Cieszę sie, że i Tobie przypadły do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Makijaż genialny :) wielka paleta z wkładami Inglota marzy mi się !na razie mam 14 paletek Sleek i kilka palet z Glazel Visage więc nieprędko kupie Ingloty .Uwielbiam cienie Glazel i Sleek ale niestety potwornie kruszą się przy upadkach :((

    OdpowiedzUsuń