Podkłady Dr Irena Eris Provoke | Matt Fluid vs Radiance Fluid - porównanie | GlamDiva

/
7 Comments

Jak zdołałam zauważyć, makijażowa linia kosmetyków Dr Irena Eris budzi mieszane odczucia. Niektórzy nie widzą w niej nic zachwycającego, inni znajdują wśród oferty swoje perełki... A jeszcze inni chcieliby je przetestować na własnej skórze, ale cena to czynnik utrudniający, wszak nie należy ona do najniższych. I właśnie przede wszystkim z myślą o tych ostatnich postanowiłam przedstawić swoje odczucia na temat podkładów tej firmy. Czy są naprawdę warte prawie osiemdzięciu złotych za sztukę?

Gama podkładów Provoke składa się z trzech rodzajów: matujący, rozświetlający i liftingujący. W takim razie teoretycznie każda z cer powinna znaleźć coś dopasowanego do siebie. Wariant dla cery dojrzałej postanowiłam sobie odpuścić, a przyjrzeć się w zasadzie przeciwstawnym formułom: do cery tłustej/mieszanej kontra do cery suchej/normalnej.


Sama mam cerę zdecydowanie przetłuszczającą się, natomiast nie należę do osób, które skrzętnie trzymają się reguł dobierania kosmetyków. Duży wpływ na trwałość i wygląd podkładu ma aktualny stan cery, a także to, z jakimi kosmetykami go łączymy (pielęgnacja, baza, puder, itd.). Dlatego skoro miałam okazję, nie zrezygnowałam z możliwości przetestowania również podkładu rozświetlającego. Często dzięki temu można niespodziewanie trafić na coś fajnego, co miało tak naprawdę nie służyć naszej cerze.

Już kilka miesięcy temu miałam do czynienia z podkładem matującym. To nie moje pierwsze zetknięcie z kosmetykami Dr Irena Eris, gdyż kręciłam o nich film z recenzją zbiorczą (w nim znajdziecie recenzję Matt Fluid), a także stworzyłam wpis na blogu. Wtedy jak najbardziej polecałam ten produkt. Teraz nabrałam trochę mieszanych odczuć wobec obydwu wariantów, ale o wszystkim po kolei.


Podkłady dostajemy w eleganckich, szklanych, solidnych butelkach z matowego szkła z wygodną pompką. Po uciążeniach stosowania Revlonu ColorStay bardzo cenię takie rozwiązanie. :-) Przy zakupie buteleczki pakowane są w kartonowe pudełeczka, które są zabezpieczone nalepkami przed otwarciem (ogromny plus, zwłaszcza, że te kosmetyki są do kupienia m.in. w Rossmannach).

Obydwa produkty są o gęstej konsystencji. Wydawałoby się, że pozwoli to budować krycie w kierunku mocniejszego, ale nic bardziej mylnego. W przypadku obydwu stopień wyrównywania cery określa się jako średni (co zresztą zostało zaznaczone na opakowaniu). Przy mocniejszych niedoskonałościach nie zdołałam ukryć ich w pełni, mimo dokładania następnych warstw.


Tyle mówię o cechach wspólnych podkładów, a co z różnicami? Przecież mają służyć zupełnie innym typom cery! I tu jest pies pogrzebany: na moje oko jedyne, co różni Radiance Fluid i Matt Fluid to efekt po nałożeniu. Nietrudno się domyślić, że jeden z nich posiada drobinki rozświetlające i nadaje cerze promienny wygląd, a drugi ma pochłaniać sebum i błyszczenie skóry. Niestety nie zauważyłam różnicy w działaniu - teoretycznie ten matujący powinien się lepiej sprawdzić na mojej cerze, ale ich trwałość wyglądała u mnie tak samo. Gdyby mi ktoś nałożył obydwa podkłady na twarz, byłabym skłonna pomyśleć, że mam na sobie jeden produkt. Podobnie zachowują się przy użyciu lekkich pudrów, a także silnie matujących (z tą różnicą, że Radiance w takim towarzystwie "traci" efekt rozświetlenia).

Na pewno przy tym wszystkim muszę zaznaczyć, że są to zdecydowanie podkłady długotrwałe. Po kilku godzinach pojawiło się u mnie świecenie w strefie T, ale podkład nie znika z powierzchni skóry. Bibułki matujące i szlus, można dalej cieszyć się ładnym makijażem twarzy. :-)


Przygotowałam zestawienie posiadanych przeze mnie kolorów. Na dłoni widać, że podkłady wpadają w ciepłe tony. Niestety, po nałożeniu na twarz utleniają się w ten odcień różu, który funduje mi większość podkładów drogeryjnych. Pewnie wiecie, o co chodzi... Drugim minusem, który zresztą zaobserwowałam przy moim pierwszym spotkaniu z Matt Fluid już kilka miesięcy temu, to zbyt ciemna kolorystyka, na dodatek utleniająca się. Trzeba więc uważać, by nie zainwestować w podkład o niepasującym kolorze, bo wiadomo - 80 złotych nie leży na ulicy. :-)

W podsumowaniu powinnam Wam odpowiedzieć, czy jest sens zwracać uwagę na podkład Dr Irena Eris? No cóż, bardzo podoba mi się jego trwałość. Nieźle radzi sobie z cerą przetłuszczającą się. Natomiast może być problemem znalezienie odpowiedniego koloru, przez co ja nie zamierzam do niego wracać, gdyż dla mnie jest zdecydowanie za ciemny i w nieodpowiedniej tonacji. Dawne zachwyty nad wersją matującą po przetestowaniu rozświetlającej zostały nieco ostudzone - uważam, że produkty powinny różnić się bardziej między sobą, jeśli chodzi o zachowanie na skórze w ciągu noszenia. Jeśli inwestować większą kwotę w podkład, niech będzie to lepiej dopasowane do potrzeb cery.

Bardzo chciałabym poznać Wasze opinie na temat podkładów Provoke. Koniecznie dajcie znać o swoich odczuciach, jeśli mieliście okazję spróbować!



You may also like

7 komentarzy:

  1. Używam do tej pory matującej wersji i u mnie prawie to samo: długotrwały, ale po jakimś czasie i tak się świecę. Za to z kolorystyką nie mam problemu, biorę najjaśniejszy, do tego puder transparentny i jest okej :)

    OdpowiedzUsuń