Podkłady Dr Irena Eris Provoke | Matt Fluid vs Radiance Fluid - porównanie | GlamDiva

/
9 Comments

Jak zdołałam zauważyć, makijażowa linia kosmetyków Dr Irena Eris budzi mieszane odczucia. Niektórzy nie widzą w niej nic zachwycającego, inni znajdują wśród oferty swoje perełki... A jeszcze inni chcieliby je przetestować na własnej skórze, ale cena to czynnik utrudniający, wszak nie należy ona do najniższych. I właśnie przede wszystkim z myślą o tych ostatnich postanowiłam przedstawić swoje odczucia na temat podkładów tej firmy. Czy są naprawdę warte prawie osiemdzięciu złotych za sztukę?

Gama podkładów Provoke składa się z trzech rodzajów: matujący, rozświetlający i liftingujący. W takim razie teoretycznie każda z cer powinna znaleźć coś dopasowanego do siebie. Wariant dla cery dojrzałej postanowiłam sobie odpuścić, a przyjrzeć się w zasadzie przeciwstawnym formułom: do cery tłustej/mieszanej kontra do cery suchej/normalnej.


Sama mam cerę zdecydowanie przetłuszczającą się, natomiast nie należę do osób, które skrzętnie trzymają się reguł dobierania kosmetyków. Duży wpływ na trwałość i wygląd podkładu ma aktualny stan cery, a także to, z jakimi kosmetykami go łączymy (pielęgnacja, baza, puder, itd.). Dlatego skoro miałam okazję, nie zrezygnowałam z możliwości przetestowania również podkładu rozświetlającego. Często dzięki temu można niespodziewanie trafić na coś fajnego, co miało tak naprawdę nie służyć naszej cerze.

Już kilka miesięcy temu miałam do czynienia z podkładem matującym. To nie moje pierwsze zetknięcie z kosmetykami Dr Irena Eris, gdyż kręciłam o nich film z recenzją zbiorczą (w nim znajdziecie recenzję Matt Fluid), a także stworzyłam wpis na blogu. Wtedy jak najbardziej polecałam ten produkt. Teraz nabrałam trochę mieszanych odczuć wobec obydwu wariantów, ale o wszystkim po kolei.


Podkłady dostajemy w eleganckich, szklanych, solidnych butelkach z matowego szkła z wygodną pompką. Po uciążeniach stosowania Revlonu ColorStay bardzo cenię takie rozwiązanie. :-) Przy zakupie buteleczki pakowane są w kartonowe pudełeczka, które są zabezpieczone nalepkami przed otwarciem (ogromny plus, zwłaszcza, że te kosmetyki są do kupienia m.in. w Rossmannach).

Obydwa produkty są o gęstej konsystencji. Wydawałoby się, że pozwoli to budować krycie w kierunku mocniejszego, ale nic bardziej mylnego. W przypadku obydwu stopień wyrównywania cery określa się jako średni (co zresztą zostało zaznaczone na opakowaniu). Przy mocniejszych niedoskonałościach nie zdołałam ukryć ich w pełni, mimo dokładania następnych warstw.


Tyle mówię o cechach wspólnych podkładów, a co z różnicami? Przecież mają służyć zupełnie innym typom cery! I tu jest pies pogrzebany: na moje oko jedyne, co różni Radiance Fluid i Matt Fluid to efekt po nałożeniu. Nietrudno się domyślić, że jeden z nich posiada drobinki rozświetlające i nadaje cerze promienny wygląd, a drugi ma pochłaniać sebum i błyszczenie skóry. Niestety nie zauważyłam różnicy w działaniu - teoretycznie ten matujący powinien się lepiej sprawdzić na mojej cerze, ale ich trwałość wyglądała u mnie tak samo. Gdyby mi ktoś nałożył obydwa podkłady na twarz, byłabym skłonna pomyśleć, że mam na sobie jeden produkt. Podobnie zachowują się przy użyciu lekkich pudrów, a także silnie matujących (z tą różnicą, że Radiance w takim towarzystwie "traci" efekt rozświetlenia).

Na pewno przy tym wszystkim muszę zaznaczyć, że są to zdecydowanie podkłady długotrwałe. Po kilku godzinach pojawiło się u mnie świecenie w strefie T, ale podkład nie znika z powierzchni skóry. Bibułki matujące i szlus, można dalej cieszyć się ładnym makijażem twarzy. :-)


Przygotowałam zestawienie posiadanych przeze mnie kolorów. Na dłoni widać, że podkłady wpadają w ciepłe tony. Niestety, po nałożeniu na twarz utleniają się w ten odcień różu, który funduje mi większość podkładów drogeryjnych. Pewnie wiecie, o co chodzi... Drugim minusem, który zresztą zaobserwowałam przy moim pierwszym spotkaniu z Matt Fluid już kilka miesięcy temu, to zbyt ciemna kolorystyka, na dodatek utleniająca się. Trzeba więc uważać, by nie zainwestować w podkład o niepasującym kolorze, bo wiadomo - 80 złotych nie leży na ulicy. :-)

W podsumowaniu powinnam Wam odpowiedzieć, czy jest sens zwracać uwagę na podkład Dr Irena Eris? No cóż, bardzo podoba mi się jego trwałość. Nieźle radzi sobie z cerą przetłuszczającą się. Natomiast może być problemem znalezienie odpowiedniego koloru, przez co ja nie zamierzam do niego wracać, gdyż dla mnie jest zdecydowanie za ciemny i w nieodpowiedniej tonacji. Dawne zachwyty nad wersją matującą po przetestowaniu rozświetlającej zostały nieco ostudzone - uważam, że produkty powinny różnić się bardziej między sobą, jeśli chodzi o zachowanie na skórze w ciągu noszenia. Jeśli inwestować większą kwotę w podkład, niech będzie to lepiej dopasowane do potrzeb cery.

Bardzo chciałabym poznać Wasze opinie na temat podkładów Provoke. Koniecznie dajcie znać o swoich odczuciach, jeśli mieliście okazję spróbować!



You may also like

9 komentarzy:

  1. Używam do tej pory matującej wersji i u mnie prawie to samo: długotrwały, ale po jakimś czasie i tak się świecę. Za to z kolorystyką nie mam problemu, biorę najjaśniejszy, do tego puder transparentny i jest okej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Are you blacklisted? Struggling to get a personal loan? Has your application been DECLINED due to Low Credit Score? Over COMMITTED? Affordability? But you know you can afford this loan. Loans Approved in 4hours, you can email us at opploansLLC@gmail.com

    Names:
    Occupation:
    Loan Amount Needed:
    Loan Duration:
    Your Country:
    Mobile NO:
    Purpose Of Loan:
    Email Address:
    monthly income:
    Sex:
    Age:

    Opportunity Financial, LLC

    OdpowiedzUsuń