Golden Rose, Jolly Jewels, nr 103

/
4 Comments

Moje zauroczenie tymi lakierami nie mija. Dziś kolejny Jolly Jewels, który z spośród posiadanych przeze mnie zbiorków jest absolutnym ulubieńcem, ponieważ ogólnie świruję na punkcie złota. Niedawno minął zresztą miesiąc od mojej studniówki notabene, na której miałam złotą suknię i buty w tymże kolorku. Ale wrócę do tematu lakierku. Powyższa buteleczka kryje prawdziwe cudo - złotą, świetlistą bazę z zatopionymi różnego rodzaju drobinkami. Daje to odcień różowego złota.


To, jak prezentuje się na szponkach, wprawiło mnie w głęboki zachwyt. Jeden z najpiękniejszych lakierów, jaki miałam przyjemność "nosić". Nie tylko mi zresztą przypadł do gustu - zebrałam za niego (tak nieskromnie mówiąc) niemało komplementów. Okropnie fajnie wygląda efekt pogniecionej folii aluminiowej, jaką daje ten produkt.


Szkoda tylko, że ten lakier troszeczkę jest na bakier z trwałością. W porównaniu z moimi wcześniejszymi doświadczeniami z Jolly Jewels, ten wypada blado - pomalowałam pewnego wieczoru, by na drugi dzień dostrzec starte końcówki, a jeszcze kolejnego lakier zaczął odpadać płatami. Aż serce się krajało, jak najpiękniejszy (oczywiście to opinia subiektywna) z całej serii tak kuleje z trwałością... Krycie, jakie uzyskałam na zdjęciach, to za sprawą trzech warstw; lecz dwie warstwy również są odpowiednie.


Cenowo to zapłaciłam za niego najwyższą ze spotkanych przeze mnie cenę, mianowicie 12.90. Ale pomimo tej trwałości - warto! ;-)

Jeszcze dodam mały dopisek tytułem sprostowania. W założeniu ten blog miał być przede wszystkim makijażowy, ale w praktyce przeważają wpisy swatchowe i recenzje. Spowodowane jest to kilkoma czynnikami - po pierwsze, jestem w klasie maturalnej i najprościej mówiąc, muszę brać na klatę obowiązki związane ze zbliżającym się egzaminem dojrzałości. Poza tym, "spóźniam się" na światło dzienne, a w sztucznym jeszcze niekoniecznie zdjęcia wychodzą tak, jakbym sobie tego życzyła (zaznajamianie się z nowym sprzęcichem... :-)). W chwili, gdy czasu mam troszkę więcej, tj. weekendy, wybywa Mój Nadworny Fotograf, ponieważ studiuje zaocznie. Ale obiecuję, makijaże nie znikną, tylko po prostu póki co, będą pojawiać tak, jak się pojawiają (choć chciałabym częściej). Myślę, że wkrótce, gdy minie ostatnia partia maturalnego szału, to ruszę z kopyta z moją makeupową pasją.


You may also like

4 komentarze: